Promocja jest jednym z najprostszych sposobów, by przyspieszyć zakup. Widzimy starą cenę, nową cenę i duży procent rabatu. Intuicyjnie zakładamy, że produkt właśnie stał się wyraźnie tańszy. Problem w tym, że historia ceny może wyglądać inaczej niż opowiada grafika reklamowa.
W Polsce przy informowaniu o obniżce obowiązkowym punktem odniesienia jest najniższa cena produktu z 30 dni przed wprowadzeniem obniżki. UOKiK przypominał o tym wielokrotnie także w 2026 roku, prowadząc postępowania wobec dużych sieci i platform.
Cena przekreślona nie zawsze jest najlepszym punktem odniesienia
Sklep może pokazywać cenę „regularną” lub „pierwotną”, która wizualnie robi wrażenie dużej. Dla oceny realnej obniżki ważniejsze jest jednak to, ile produkt faktycznie kosztował najtaniej w okresie 30 dni przed promocją.
Wyobraźmy sobie produkt, który przez większość miesiąca kosztował 200 zł, na krótko podrożał do 300 zł, a następnie został pokazany jako przeceniony do 210 zł. Porównanie z 300 zł wygląda atrakcyjnie. Porównanie z wcześniejszym minimum pokazuje, że aktualna cena jest nawet wyższa. Właśnie dlatego punkt odniesienia ma znaczenie.
Najniższa cena nie mówi, czy produkt jest dla ciebie wart tej kwoty
Informacja z 30 dni pomaga ocenić prawdziwość komunikatu o obniżce. Nie odpowiada jednak na pytanie, czy produkt jest dobry, trwały albo potrzebny. Można mieć uczciwie oznaczoną promocję na rzecz, której i tak nie warto kupować. Można też świadomie kupić coś bez promocji, bo cena i cechy odpowiadają własnym potrzebom.
Dobrze więc oddzielić dwa pytania. Pierwsze: czy rabat został pokazany uczciwie. Drugie: czy aktualna cena jest dla mnie rozsądna. To nie jest to samo.
Duży procent rabatu potrafi przejąć uwagę
Procent jest łatwy do zrozumienia i działa szybko. „50 procent taniej” brzmi jak oszczędność, zanim jeszcze policzymy kwotę. Przy drobnych zakupach może to być kilkanaście złotych. Przy droższych produktach różnica jest większa, ale wtedy rośnie też ryzyko, że sam rabat stanie się argumentem za zakupem.
Warto odwrócić tok myślenia. Najpierw zapytać, ile maksymalnie zapłaciłbym za tę rzecz bez informacji o promocji. Dopiero później spojrzeć na rabat. Jeśli cena po obniżce nadal przekracza własny limit, wielkość procentu nie powinna go przesuwać.
Częste promocje zmieniają znaczenie ceny regularnej
Niektóre produkty niemal stale są objęte kolejnymi akcjami. Wtedy cena „regularna” może mieć mniejsze znaczenie praktyczne niż typowy poziom cen z ostatnich tygodni. Informacja o najniższej cenie z 30 dni pomaga zobaczyć fragment tej historii, ale nie zawsze pokazuje cały sezonowy obraz.
Przy drogim zakupie można dodatkowo sprawdzić historię ceny w niezależnym narzędziu albo przez własne wcześniejsze obserwacje. Nie jest to konieczne przy każdej paczce kawy. Ma więcej sensu tam, gdzie decyzja jest kosztowna i łatwo ją przyspieszyć efektowną grafiką.
Fałszywa promocja nie staje się prawdziwa przez ładną etykietę
UOKiK w maju 2026 roku zwracał uwagę na przypadki, w których prezentowana cena promocyjna była równa lub nawet wyższa od najniższej ceny z 30 dni przed obniżką. To pokazuje, dlaczego warto czytać liczby, a nie sam nagłówek.
Najbardziej użyteczny nawyk jest bardzo prosty. Przy promocji najpierw znajdź najniższą cenę z 30 dni, potem porównaj ją z aktualną ceną, a dopiero na końcu spójrz na procent rabatu. Ta kolejność ogranicza wpływ marketingowej narracji bez konieczności rezygnowania z promocji jako takich.